W tegorocznej edycji Warsaw Gallery Weekend na wystawie pt. „Granice obecności”, będziemy prezentowali dzieła autorstwa Zuzy Dolegi i Konrada Juścińsiego.
Stworzyć sytuację, w której przedmioty stają się tłem dla miejsca swojego aktualnego bycia. Pozwolić przestrzeni wypełnić swą gęstością zamkniętą architekturę galerii i wejść do wnętrza znajdujących się w niej przedmiotów, rozpychając się w nich swą obecnością. Granice przedmiotu zostają określone przez obecność w nim idei decydującej o jego istnieniu. Zmieniająca się wokół nas codzienność synchronicznie zmienia kształt otaczających nas obiektów, przez co same dzieła sztuki zaczynają funkcjonować jako gatunki endemiczne będące milczącymi świadkami obecności swych autorów.
Translacja emocji, rodzących się w danym momencie i czasie, w (nie)określoną formę materii artystycznej łączy twórczość Zuzy Dolegi i Konrada Juścińskiego. Współodczuwanie intencji artysty i odbiorcy staje się możliwe poprzez stworzenie przestrzeni, w której pomostem w nawiązaniu dialogu jest wszechogarniająca pustka. Jej obecność zaciera granice, a tym samym pozwala na wyizolowanie przy jednoczesnym trwaniu „W” nadzwyczajnym dopełnieniu.
Powstałe na skutek wypalania szczeliny w stronnicach książek, układy śladów, niby-słów oraz niby-znaków tworzą środowisko, o którego istnieniu na co dzień zapominamy. Pustka znajdująca się pomiędzy przedmiotem a przedmiotem, materią a materią, atomem a atomem jest przestrzenią umożliwiającą nawiązywanie meta-połączeń. To dzięki niej tworzą się relacje. Jej obecność zaciera granice pomiędzy nierozpoznanym a rozpoznanym. Koncepcja zamkniętej formy niszczy potencjał, który dostrzec można w najprostszych połączeniach z innymi obiektami znajdującymi się w jednej przestrzeni. Delikatne choć otwarcie a nawet uchylenie przedmiotu sprawia, że zaczyna on funkcjonować na innych – niczym nieograniczonych – polach znaczeniowych.
Spoglądając na prace autorstwa Konrada Juścińskiego można odnieść wrażenie, że artysta obrał za swój cel uchwycenie tego czego nie ma. Tańczące, wijące się a nawet – sprawiające wrażenie – lewitujących delikatne bukowe listewki z cyklu “Rój” zdają się rozpychać w przestrzeni jakby chcąc pochłonąć sobą jak najwięcej kojącej pustki. Tak samo łaknący integralnego połączenia i poczucie swojej obecności w niej zdaje się być “Samotny wędrowiec”.